wtorek, 10 października 2017

Wolność i Dyscyplina

"Wolność i Dyscyplina" - taki był tytuł IX Międzynarodowego Forum Tato.net.
Znacie inicjatywę tato.net? Jeśli nie, warto się zainteresować (link pod zdjęciem).
Miałem przyjemność być na konferencji, która pozostawiła niezatarte wrażenia i dostarczyła wzniosłych wzruszeń.  Naszła mnie nawet taka refleksja, że przeżywam te same uczucia, które jako nastolatek przeżywałem w Jarocinie na festiwalu. Wielka rzesza ludzi, których łączy ten sam cel, te same losy. Analizując pobyt w Jarocinie z perspektywy czasu, jechałem tam jako ekspert wolności, niepokorny, absolutnie odrzucając dyscyplinę. Tutaj przyjechałem pokornie uczyć się wolności.


W Jarocinie wydawało mi się, że jestem wolny. Tutaj wiem, że wolność to wielka sztuka, która wymaga pokory, dyscypliny, wiecznego zgłębiania i praktykowania.

Wolność i Dyscyplinę absolutnie spostrzegam jako klucz w wychowaniu, tak, by nasze dzieci były szczęśliwe. Jak zatem można łączyć te dwa wydawałoby się przeciwstawne pojęcia?

Józef Augustyn SJ, jeden z prelegentów, sprecyzował czym wolność nie jest. Rozpoczął od przytoczenia wyznania pewnego znanego człowieka, który na łamach czasopisma "Wysokie obcasy" opowiadał o czasach hipisowskich, w których to uprawiał seks w pociągu, na plaży, w hotelu i w różnych innych dziwnych miejscach. Na co reporterka zapytała go "a czy pomyślał pan o dziewczynach, które zostawiał pan w pociągach, na plażach, w hotelach i innych dziwnych miejscach?". Powtarzając słowa Ojca Augustyna "własnie to jest przykład czym wolność nie jest. Wolność nie jest rozpasaniem, działaniem według swoich najniższych potrzeb. Wolnością nie jest nic co upokarza, ubliża, ogranicza drugiego człowieka. Żadnych obowiązków, żadnych konsekwencji, żadnych zobowiązań to nie jest wolność to jest forma zniewolenia".

http://tato.net/centrum-prasowe/ 

Wracając do mojej "jarocińskiej" wolności - nie wszystko co wówczas robiłem było dobre. Na pewno nie była to wolność, która daje poczucie wolności i szczęścia. Słuchając dalej Ojca odczuwam dumę z tego okresu, bo "nasze dzieci robią bardzo bolesną drogę do wolności. One muszą samookreślić się. Samookreślenie i obranie własnej tożsamości zdobywa się ogromnym trudem, cierpieniem, on wie, że się narazi ojcu wie, że narazi się matce on wie, że narazi się dyrektorowi." Kluczem do dobrego życia rodzinnego - mówi dalej Józef Augustyn - jest zacząć od miłości, robić rzeczy dobre, a zniewolenia będą ustępować same. Bo jeśli człowiek chce być dobry dla dzieci i żony to wie, że nie ma miejsca na folgowanie sobie. Bo męskie folgowanie sobie wkracza na teren drugiego człowieka".

Kolejne wystąpienie, które bardzo utkwiło mi w pamięci to prelekcja Pawła Wolińskiego. Ciekawostką było to, że panu Pawłowi nie "odpaliła" prezentacja. Pomimo tego, jego wystąpienie nie straciło na wartości. Prelegent zamierzał pokazać wyniki badań, w których respondenci odpowiadali na pytanie "Kim chciałbym żeby zostało moje dziecko?". Nietrudno się domyślić jakie zawody były wybierane przede wszystkim. Tylko 6-7% badanych określiło "wolny wybór" dla swojego dziecka. Sytuacja wyglądała podobnie z wykształceniem. Większość chciałaby dla swoich dzieci wyższego wykształcenia. Takich obszarów naszych aspiracji wobec naszego dziecka jest znacznie więcej, np. jego późniejsza rodzina. Wszystkie te nasze aspiracje wobec naszych dzieci pochodzą ze świata, w którym my żyjemy. "Czy jakieś dziecko, które się rodzi chce zaciągnąć kredyt" - pyta Paweł. "Nie. Ale jaki jest dzisiaj model? Szkoła, studia, praca, kredyt, mieszkanie, dziecko, praca, wnuki, emerytura, śmierć. Dzieci nie rodzą się z marzeniem 'wezmę kredyt', to my spowodowaliśmy, że nasze dzieci marzą o zdolności kredytowej. Tymczasem są dwie zdolności, które my z punktu widzenia ojcostwa / macierzyństwa  powinniśmy uznać za ważne: zdolność do miłości i zdolność do pracy." Tutaj pan Paweł tłumaczy, że na ostatnim slajdzie powinien być złomiarz z wózkiem pełnym złomu. "Kto chciałby, żeby jego syn był złomiarzem? Granica naszej akceptacji tam nie sięga. Ale ten człowiek też może mieć zdolność do miłości i zdolność do pracy. I właśnie to robi. To, że wybrał bycie złomiarzem... No dobra, ok, to może nie jest fajne, nie jest to szczyt naszej akceptacji, nie ma się czym pochwalić, ale to nie przeszkadza, (...) żeby go zaakceptować. A granicą naszej akceptacji są nasze ambicje, przede wszystkim te nie uświadomione." Trudno mi zrozumieć dlaczego ta puenta wzbudza we mnie tak duże wzruszenie. Czy myślę o złomiarzu czy o sobie czy o kondycji ludzkości?


Piotr Czekierda porównał dobrego ojca do kaloryfera. Przytacza tutaj obraz Rembrandta, na którym ojciec kładzie dłonie, na plecach swego syna. Dłonie te różnią się od siebie. Jedna z nich jest szorstka i sękata, druga jest łagodna. Pan Piotr kontynuuje - "i rzeczywiście jest coś w figurze ojca, czy ojców, żebyśmy byli jak ten kaloryfer. Ciepli, ale kiedy trzeba twardzi i wymagający, którzy pozwolą ukształtować się dojrzałej osobowości".
Piotr Czekierda zachęca nas do trzech ważnych rzeczy w wychowywaniu naszych dzieci
1. Naucz dzieci jak maksymalnie wykorzystać czas.
2. Jak oceniać samego siebie.
3. Podsycaj marzenia swoich dzieci.

Utkwił mi również w pamięci wykład doktora Stanisława Sławińskiego o samowychowaniu, w którym mówi: "Tak samo jak wychowanie jest pobudzaniem i ukierunkowywaniem rozwoju dziecka, samowychowanie jest świadomym pobudzaniem i ukierunkowywaniem własnego rozwoju, jest po prostu podążaniem do dojrzałości".

Kiedy jeszcze nie mieliśmy dzieci, rozmawiałem z żoną dlaczego chcielibyśmy je mieć. Monika powiedziała "żeby było więcej miłości" - piękna kobieca natura. Dla mnie trudna była to odpowiedź. Wewnętrznie czułem dlaczego je chce mieć, ale nie potrafiłem tego zwerbalizować. Powiedziałem "bo chciałbym zobaczyć, czy wszystko to, co wiem, myślę o wychowaniu działa w praktyce" (takie trochę pyszne). Teraz bardziej to rozumiem, co wówczas chodziło mi po głowie. Jako mężczyzna mam potrzebę bycia przewodnikiem. Takim na wzór przewodnika górskiego - klient wyznacza cel, ja idę za nim asekurując go i opowiadając historię mijanych miejsc.


By mój klient mógł czuć się dobrze i bezpiecznie, musimy być zdyscyplinowani. Bez dyscypliny w górach daleko nie zajdziesz. Byśmy mogli pozostać w atmosferze górskich partnerów, dyscyplinę narzucam z szacunkiem i w trosce o byt mojego klienta. Muszę być jak kaloryfer, uczę go, by nauczył się "samowychowywać" by kiedy przestanie korzystać z moich przewodnickich usług mógł stawać się lepszym "alpinistom". By w życiu zdolny był do miłości i do pracy, by umiał ocenić samego siebie, miał marzenia i podążał za nimi, by dobrze wykorzystał tutaj czas.

1 komentarz: