"Ey, ey" dwulatka (cz. 1)
Gdy Mikołaj rano wstaje albo Monika odbiera go ze żłobka, lub po prostu nie ma nastroju na moje towarzystwo, kiedy się do niego zbliżam kręci palcem w moim kierunku i mówi "ey, ey" (nie, nie).
Tata małej Nikoli często pracuje na wyjazdach. Tej soboty wybrali się na spacer. Wszystko było piękne do puki Nikol nie zobaczyła na wystawie sklepu pięknej lalki. "tato kup mi tą lalkę", "nie dzisiaj Nikol". Dziewczynka zanosi się płaczem. Czym bardziej ojciec próbuje ją odwieść od pomysłu posiadania lalki tym dziewczynka bardziej dramatyzuje. Kiedy kładzie się na ulicy ojciec krzyczy do niej "jesteś żałosna Nikol!"
Tata małej Nikoli często pracuje na wyjazdach. Tej soboty wybrali się na spacer. Wszystko było piękne do puki Nikol nie zobaczyła na wystawie sklepu pięknej lalki. "tato kup mi tą lalkę", "nie dzisiaj Nikol". Dziewczynka zanosi się płaczem. Czym bardziej ojciec próbuje ją odwieść od pomysłu posiadania lalki tym dziewczynka bardziej dramatyzuje. Kiedy kładzie się na ulicy ojciec krzyczy do niej "jesteś żałosna Nikol!"
Jeszcze niedawno zbliżając się do Mikołaja, kiedy miał akurat fazę na "ey, ey", czułem się odrzucony i było to dla mnie trudne. Teraz zrozumiałem, że mam przestrzeń, by uczyć się pokory. To nie koniec świata, wiem, że za chwilę będziemy robić "wałeczki" na łóżku w pościeli. Najbardziej do respektowania zmiennych nastrojów Mikołaja motywuje mnie wiedza, że wchodzi on w fazę specyficznego i bardzo progresywnego rozwoju swojego mózgu. Jest to okres popularnie nazywany "buntem dwulatka" (bunt wobec samej nazwy to inny temat).
Tata Nikol takiej wiedzy nie ma dlatego trudniej mu uruchomić empatię, która bardzo może pomóc w trudnych relacjach z córką.
Tata Nikol takiej wiedzy nie ma dlatego trudniej mu uruchomić empatię, która bardzo może pomóc w trudnych relacjach z córką.
Większość rodziców nie interesuje się klinicznymi etapami rozwoju dzieci, co dramatycznie przekłada się na kryzys globalny relacji międzyludzkich. Brzmi niewiarygodnie? (patrz cz.2)
Dr Catherine Gueguen w książce "Wychowanie szczęśliwego dziecka w świetle rewolucyjnych odkryć naukowych" pisze: "Dziecko nie reaguje jak dorosły nie dlatego, że nie chce albo nie wie, jak to się robi, ale dlatego, że nie może, ponieważ struktury i połączenia jego mózgu są jeszcze niedojrzałe. Często samo nie rozumie co się z nim dzieje. Jest przytłoczone przez swoje emocje, których nie potrafi kontrolować."
Najprościej rzecz ujmując nasz mózg posiada dwa umysły i nie jest to bynajmniej metafora:
umysł emocjonalny i umysł logiczny. W umyśle emocjonalnym znajduje się ciało migdałowate, w którym mieszkają nasze emocje. Ciało migdałowate jest w pełni dojrzałe od momentu narodzin, natomiast umysł logiczny (kora mózgowa) będzie w pełni rozwinięty około 25 roku życia.
Jeszce do niedawna trochę martwiłem się tym, że Miki często boi się wielu rzeczy: szyszki na trawie, żółwia sąsiadki (a jeszcze niedawno stukał go po skorupie) czy dotknięcia zwykłej ziemi w lesie. Z powyższej książki dowiedziałem się, że w naszych mózgach istnieją dwa obwody zaangażowane w odczuwanie strachu
- obwód krótki, szybki, bez udziału świadomości - najpierw działanie potem myślenie
- obwód długi, z udziałem kory mózgowej, gdzie refleksja przeważa nad działaniem
Mikołaj, kiedy widzi drzwi pani Ani (naszej miłej sąsiadki od żółwia) mówi "ey,ey". Boi się i nie potrafi się uspokoić, ponieważ małe dziecko wykorzystuje krótki obwód odczuwania strachu. Nie może korzystać z długiego, ponieważ połączenia pomiędzy korą mózgową a układem limbicznym (umysł emocjonalny) w jego mózgu są jeszcze słabo rozwinięte.
Kiedy Mikołaj mówi "ey ey" wspieram go w jego obawach i mówię: "Nie będziemy szli do sąsiadki", "Wiem, że nie lubisz szyszek", "Oczywiście, że nie". Bardzo mi imponuje Monika kiedy podczas trudnych emocji naszego syna gdy zanosi się płaczem wydawało by się bez powodu powtarza mu "jestem przy tobie".
Jest pewna historia opowiadająca o tym, jak pewien mężczyzna gościł u swego przyjaciela. Tej nocy na zewnątrz była gwałtowna burza. Gość lubił burze i przyglądał się jej z balkonu. W pewnym momencie podszedł do niego syn gospodarza. Mężczyzna zapytał chłopca: "A ty się nie boisz burzy?", na co chłopiec odpowiedział zdziwiony: "Nie, przecież tata jest w domu".
Czy Mikołaj mógłby kiedykolwiek powiedzieć tak o mnie, gdybym na jego "ey, ey" powiedział: "Chodź do pani Ani dotknąć tego żółwia, przecież palucha ci nie zje"?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz